Wczoraj półtorej godziny jogi - niestety, z przyczyn obiektywnych w wersji light. Żałuję, bo były pozycje odwrócone, które uwielbiam. A ja sobie zamiast w świecy musiałam cichutko leżeć w kąciku w
viparita karani. Odkąd chadzam na jogę, nie lubię mieć okresu (pomyśleć, że kiedy chodziłam do szkoły, uwielbiałam zwolnienia z wuefu "z powodu niedyspozycji"...).
ja nawet w szkole nie znoszę zwolnień, ale teraz jeszcze bardziej "cierpię", bo muszę częściej odpuszczać basen! na wersję light raczej nie ma co tutaj zamieniać.. ;)
OdpowiedzUsuńI to jest dobre podejście! A na "te dni" może jakieś ćwiczenia na lądzie?
Usuń