Czy mówiłam, że dzięki porannym ćwiczeniom mam mnóstwo energii? To nie żart - nie dość, że sprawnie uporałam się ze wszystkim, co miałam zrobić, to jeszcze udało mi się wyskoczyć na godzinkę asztangi. Przyznam, że wolę mniej dynamiczne odmiany jogi, ta wydaje mi się mało precyzyjna, a zwracanie uwagi na oddech wbrew pozorom nie jest bardzo naturalne - przynajmniej dla mnie. I myślę, że lepiej się najpierw nauczyć pozycji na spokojnie, bo potem dziwne rzeczy wychodzą.
A w ogóle, to nie wiem, czy widzieliście konkurs na blogu Vindy - jeśli chodzicie na fitness, koniecznie weźcie w nim udział. Nie dość, że nagroda gwarantowana, to jeszcze pomożecie się rozwijać polskiemu, kobiecemu startupowi. Czyli same plusy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz