Dziś półtoragodzinna sesja jogi - dopiero dziś, bo zgodnie z przewidywaniami przez dwa dni umierałam po sztangach. Ale znajoma mi poradziła, żebym następnym razem od razu po sztangach poszła na porządny stretching - bo ta namiastka rozciągania podczas zajęć oczywiście nigdy nie wystarcza. Natomiast porządny stretching, pilates, albo joga sprawiają, że następnego dnia co najwyżej czuje się, że się ćwiczyło - ale nie jest to bolesne. Zanotowane, do wypróbowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz